Ilość przeczytanych książek o tematyce Szoa mogę liczyć w setkach. Zazwyczaj nie dzielę się refleksjami na ich temat. Pewne rzeczy są dla mnie niewyrażalne. Może też trochę się boję tych wiecznych dyskusji o udziale Polaków w Zagładzie. Są tematy, na które nie umiem i nie chcę dyskutować. Nie umiem, bo targają mną emocje, nie chcę, bo straciłam nadzieję, że przekonam kogokolwiek. Ostatnio dostałam duszności, gdy przeczytałam komentarz jednej pani pod wpisem o obozie dla polskich dzieci na terenie getta łódzkiego: „no tak, żydzi nie pomagali tym polskim dzieciom, a my ich mamy przepraszać”. Chorzy na tyfus, zagłodzeni, wysyłani na śmierć nie pomagali… Próbowałam zmierzyć głupotę i nikczemność tego komentarza swoją skalą, ale tego nie przewidziała.
Ale przejdę do Grynberga i jego „Dziedzictwa”. To nie będzie recenzja ani szkic naukowy (pomimo że wykorzystuję tę publikację w doktoracie), tylko pewna refleksja. „Dziedzictwo” czytałam pierwszy raz kilka lat temu i obiecałam sobie, że nigdy nie wrócę do tej książki. Pisana w formie dialogów pomiędzy autorem – synem swego ojca, ojca zamordowanego przez polskiego chłopa z powodu dwóch krów a mieszkańcami mazowieckiej wsi, którzy mogli coś wiedzieć o okolicznościach śmierci Abrama.
Grynberg odnajduje „grób” ojca (na który ktoś specjalnie podczas pobytu pisarza we wsi załatwił się, pozostawiając ostentacyjnie kał), wydobywa szkielet, by móc ojca godnie pochować. Są trzy rzeczy, które dotykają szczególnie – najgłębsze zło wydobywające się z ust niektórych mieszkańców wsi, w tym wspólnika, jak się później okazuje, w zabójstwie, moment odkopania butelki, z którą Abram przyszedł błagać o mleko (i z którą go wrzucono nagiego, porąbanego siekierą do glinianki) i to jak w szkielecie Henryk odnajduje siebie. Jakby to on był swoim ojcem, jakby czas zatoczył koło.
Zło, butelka jak relikwia i czaszka ojca nieraz mi się śnią. I nie umiem uciec od tego snu. Dla mnie „Dziedzictwo” to zapis absolutnego zła, którego się boję i które może się powtórzyć. Bo obawiam się, że czynimy, jako Polacy – poprzez nasze wybory, kolejny krok ku temu, by tak się stało. Nie umiem się nawet temu sprzeciwić jak należy.
I tak, Polacy mieli swój udzał w Szoa. Ogromny. A ja będę o tym mówić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz